Mieszkańcy przygranicznych wsi czekają na płot. Wierzą, że to rozwiąże problem wirusa ASF

mj
Władysław Onoszko z Minkowiec w gm. Szudziałowo liczy, że płot wzdłuż granicy będzie skuteczny w walce z ASF.
Władysław Onoszko z Minkowiec w gm. Szudziałowo liczy, że płot wzdłuż granicy będzie skuteczny w walce z ASF. Mieczysław Jurkowski
Coraz głośniej mówi się o tym, że wzdłuż naszej wschodniej granicy ma stanąć płot, który ma zapobiec rozprzestrzenianiu się niebezpiecznego dla świń wirusa ASF. Mieszkańcy naszych przygranicznych miejscowości są jak najbardziej „za”, choć wszyscy podkreślają, że to o kilka lat za późno

Dobrze, niech budują, ale co nam to da? U nas i tak już chlewy puste. Ten wirus zabił naszych hodowców i żaden płot już im nie pomoże - takie głosy najczęściej padały z ust ludzi z którymi rozmawialiśmy o tej planowanej inwestycji.

Chodzi o głośną ostatnio w mediach sprawę związaną z budową płotu. Ma biec wzdłuż całej wschodniej granicy naszego kraju na terenie czterech województw: warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, lubelskiego oraz podkarpackiego. Obejmie więc też nasz powiat, a konkretnie wsie leżące w czterech naszych gminach: Szudziałowie, Krynkach, Kuźnicy i Nowym Dworze. Łączna długość 2-metrowego ogrodzenia na wynieść około 1200 km.

O sprawie rozmawialiśmy z mieszkańcami przygranicznych wsi. I niemal wszędzie słyszeliśmy to samo.

- Nie wiem, czy ten płot coś nam da, ale lepiej coś zrobić, niż nie robić zupełnie nic. Zresztą ten płot może nie tylko powstrzyma dziki, które roznoszą chorobę, ale także inną dziką zwierzynę, taką jak choćby sarny czy jelenie. One też niszczą nasze uprawy - podkreślają ludzie.

Teoretycznie bowiem płot ma powstrzymać migrację dzików, w przypadku naszego powiatu, z Białorusi. Niewykluczone bowiem, że to one przechodząc na polską stronę przenoszą chorobę.

- Dzików tutaj jest bardzo dużo. W sezonie niszczą nasze uprawy. A czy to dzik polski, czy białoruski, to kto wie? Przecież paszportów nie mają - mówią uśmiechając się nasi rozmówcy.

I choć pochwalają sam pomysł ustawienia płotu, to zwracają uwagę na jeszcze jeden ważny szczegół. Wirus ASF grasuje w Polsce od 4 lat. Gdy dziesiątkował podlaskich hodowców, a ogniska choroby pojawiały się tylko u nas, nikt na to nie reagował. Dopiero, gdy dotarły do lubelskiego, a zwłaszcza mazowieckiego, coś zaczęło się dziać.

- Widocznie tzw. warszawka przestraszyła się, że nie będą mogli jeść schabowych. Bo do tej pory, jak sami mieli z tym spokój, to jakoś specjalnie nie walczyli z ASF-em. Bo to, że powybijali nam wszystkie świnie, nawet zdrowe, trudno nazwać walką z chorobą - mówi z wyraźną ironią w głosie jedna z kobiet.

Bożena Jelska-Jaroś, radna powiatu sokólskiego, hodowca trzody chlewnej z gminy Janów i prezes Podlaskiego Związku Hodowców Trzody Chlewnej, na walce z ASF-em zjadła przysłowiowe zęby. Od chwili pierwszego przypadku chorego dzika, mocno zaangażowała się w obronę hodowców trzody. Nie ukrywa, że podoba się jej pomysł z płotem. I nie rozumie stanowisk np. związku hodowców z zachodu Polski, którzy kwestionują jego wybudowanie.

- Reszta Polski chętnie widziałaby ten płot na Wiśle. Niestety, tak to wygląda. Te środowiska, które nie chcą płotu, mówią tak chyba tylko dlatego, że chcą, by u nas całkowicie wygasła produkcja i hodowla trzody chlewnej. Bo bez płotu na pewno tak się stanie - nie ma wątpliwości Jelska-Jaroś.

W budowie ogrodzenia, które miałoby uniemożliwić dzikom zza wschodniej granicy przechodzenie na polską stronę widzi sens tym bardziej, że nowe, pojawiające się ostatnio przypadki wirusa ASF wskazują, że temat znów powrócił. I to mimo wielkich, trwających od czterech lat wysiłków, aby problem rozwiązać.

- Jeżeli nic z tym nie zrobimy, temat będzie wciąż powracał - przekonuje.

I choć całym sercem jest za budową ogrodzenia, to uważa, że dopracowania wymagają jeszcze kwestie techniczne płotu. Jej zdaniem to, co jest w projekcie, czyli siatka leśna osadzona na drewnianych palach, to trochę za mało.

- Z projektu wynika, że płot nie będzie stabilny, bo nie będzie miał podmurówki. Moim zdaniem, to nie zda egzaminu, bo duże zwierzę bez problemu uszkodzi taką siatkę. Potrzebne są jakieś wzmocnienia - mówi.

Dodaje przy tym, że o tym, jak nieskuteczna w walce ze zwierzętami okazała się zwykła siatka mogą świadczyć przypadki rolników z gminy Kuźnica. Niektórzy z nich stawiali je na własną rękę wzdłuż swoich pól. Nadaremno. Dziki się przekopywały pod spodem.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie