Kuźnica zamieniła się w miasto - widmo. Wszystko przez zamknięte przejście graniczne

Maria Dobra
Udostępnij:
Jeszcze kilka miesięcy temu w przygranicznej Kuźnicy roiło się od Białorusinów, a do przejścia ciągnęła kolejka tirów. Dziś to już tylko wspomnienie.

Puste przejście graniczne. Zero tirów czekających na odprawę. Brak Białorusinów handlujących papierosami czy tańszym paliwem. Pustki w miejscowych sklepach. Kuźnica w niczym nie przypomina tej sprzed kilkunastu miesięcy. Kryzys migracyjny i skutki, które za sobą pociągnął, zmieniły wszystko. Tu nic nie jest już takie, jak dawniej.

- Kiedyś nasza Kuźnica odróżniała się od innych podobnych miejscowości. Z racji bliskości granicy mieliśmy duży ruch, w sklepach zakupy robili Białorusini, zostawiali u nas pieniądze, wszystkim żyło się dobrze. Teraz Kuźnica niczym nie różni się od uśpionego Szudziałowa czy Sidry. Cały ten kryzys migracyjny strasznie nas dobił - mówi smutno pani Agnieszka, mieszkanka Kuźnicy.

Jest sprzedawczynią w jednym z miejscowych sklepów. Na pytanie, jak teraz żyje się w miasteczku, wymownie wzrusza ramionami. - Tu każdy w jakimś stopniu żył z granicy. Gdy zamknęli przejście, to jakby odcięli nam tlen. Ludzie potracili pracę, bo nie ma tylu klientów. W jednym dużym sklepie z 20 dziewczyn zostało może osiem. Reszta została zwolniona, bo nie miała co robić. Owszem, na zakupy do spożywczaków przychodzą żołnierze, ale oni nie kupują tyle, co Białorusini czy kierowcy tirów. Im wystarczy napój energetyczny czy baton. Skala jest zupełnie nieporównywalna - opowiada.

Handel mocno stracił

Od miesięcy Kuźnica jest „zamknięta”. Najpierw, we wrześniu ub.r., miejscowość została objęta - ze względu na kryzys migracyjny - stanem wyjątkowym, który w marcu br. zmienił się w czasowy zakaz przebywania w strefie nadgranicznej. Obowiązywać ma do końca czerwca.

Do obostrzeń związanych z poruszaniem się w listopadzie ub.r. doszło jeszcze zamknięcie samochodowego przejścia granicznego. Ruch został zawieszony ze względów bezpieczeństwa, po masowych próbach forsowania granicy przez nielegalnych migrantów. To sprawiło, że z Kuźnicy całkowicie zniknął tranzyt. A to już bardzo wyraźnie przełożyło się na sytuację finansową wielu przedsiębiorców.

- Mogę śmiało powiedzieć, że straciłem około 60 proc. zysków - mówi Krzysztof Pacuk, który prowadzi nieopodal przejścia sklep wielobranżowy.

Kantor, który miał tuż obok, musiał w ogóle zamknąć. W sklepie jednak wciąż, mimo obostrzeń i problemów, udaje mu się utrzymać handel z Białorusinami. Choć do łatwych to nie należy. - Nowych klientów z Białorusi nie mam, to i towar nie schodzi. Ale niektórzy z moich stałych białoruskich klientów wciąż do mnie przyjeżdżają po zakupy. Tyle że, aby odebrać zamówiony towar, muszą jechać z Białorusi przez przejście w Bobrownikach i zamiast zrobić np. kilkanaście kilometrów, muszą pokonać w obie strony aż 300 km! Mają też utrudniony wjazd do strefy. Nieraz się zdarza, że odbieram telefony od nich bądź od służb, żeby potwierdzić, że jadą właśnie do mnie po towar.

To wszystko przekłada się na mniejsze zyski, a co za tym idzie - i na to, że i jego pracownicom się pogorszyło.

- Pracujemy na umowach zleceniach i mamy płacone za godziny. Kiedyś pracowałyśmy na zmiany przez całą dobę, sześć dni w tygodniu. A teraz sklep jest otwarty jedynie osiem godzin dziennie, a my pracujemy po dwa-trzy dni w tygodniu. Łatwo sobie wyliczyć, jak bardzo na tym straciłyśmy - mówi bez ogródek jedna z jego pracownic.

Sytuacja jest trudna, tym bardziej, że w Kuźnicy niełatwo znaleźć pracę. Owszem, w miejscowej Biedronce wisi ogłoszenie, że pracownicy są potrzebni, ale nie do pracy w Kuźnicy, a do sklepów tej sieci w Sokółce. A nie każdy może dojeżdżać. Bezrobotnych natomiast przybywa. Widać to choćby po zamkniętych lokalach znajdujących się wzdłuż granicy. Jeszcze rok temu prężnie działały tam np. agencje celne. Dziś wszystko jest zamknięte na głucho, a małe biznesy splajtowały.

Wyczekują normalności

Wzdłuż przejścia stoją puste kontenery. Jeszcze do niedawna były tam wystawiane dokumenty ubezpieczeniowe czy tzw. EPI z informacją o importowanych za granicę towarach. - To były małe, pojedyńcze biznesy. Dla nich zamknięte przejście to koniec. Wszyscy tutaj czekają na lepszy czas, żeby wszystko wróciło do normalności. Niestety, nie ma żadnych konkretnych informacji, czy to będzie za miesiąc, czy może za pół roku. Każdy tylko jakieś plotki roznosi, że może w czerwcu, może we wrześniu - przyznaje Krzysztof Pacuk.

Co gorsza, nie wszyscy mogą liczyć na rekompensaty z rządowego wsparcia. O prawdziwym pechu mogą mówić właściciele Zajazdu Sosna, który znajduje się przy krajowej „19”, tuż przed Kuźnicą, na granicy z wsią Kruglany. I tak się złożyło, że sam zajazd nie jest w strefie, ale jego parking już tak. To niefortunne położenie sprawiło, że choć zawieszenie ruchu na granicy mocno w nich uderzyło, nie należy im się żadne odszkodowanie.

- Składaliśmy wniosek, ale został odrzucony - mówi Katarzyna Sosińska, właścicielka zajazdu. - A prawda jest taka, że przez zamkniętą granicę straciliśmy stałe źródło dochodu, które gwarantowali nam kierowcy ciężarówek.

Na szczęście teraz nieco się odbijają od dna. Po najgorszych miesiącach zastoju: listopadzie, grudniu i styczniu, ich klientami zostali pracownicy, zatrudnieni przy budowie zapory granicznej. Ale nie są to jeszcze „złote czasy” sprzed kryzysu.

Nieco więcej optymizmu panuje jedynie w przygranicznych barach. Sprzedawcy kebabów nie narzekają.

- Trudno mi się odnieść do tego, jak było wcześniej, bo uruchomiłam swój lokal w lipcu ub.r., niedługo przed kryzysem migracyjnym, ale w sumie narzekać nie mogę. Klienci są, to głównie żołnierze - mówi nam właścicielka jednego z barów.

- Ruch jest może mniejszy, bo nie przyjeżdżają do nas ludzie z Sokółki, ale na brak pracy nie narzekamy. Wojsko, pogranicznicy - oni też muszą jeść - słyszymy w drugim barze.

Wójt Kuźnicy Paweł Mikłasz nie ukrywa, że sytuacja miasteczka zmieniła się diametralnie i łatwa nie jest. Choć o żadnej zapaści gospodarczej mówić nie można. - W najgorszej sytuacji są pracownicy spedycji, częściowo zostali zwolnieni, częściowo oddelegowani do innych miejsc. Na pewno trochę straciły sklepy, które zarabiały na małym ruchu granicznym i przyjeżdżających do nas na zakupy Białorusinach. Ale z drugiej strony - mamy dużo wojska, które zostawia u nas pieniądze. Łatwo nie jest, ale musimy to jakoś przetrzymać. Wszyscy tu czekamy na powrót do normalności.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jurij Belous o definicji ludobójstwa

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie