W czasie wojny rodzina Kiszłów ocaliła trzech Żydów. Dzięki Henrykowi Koszczukowi cały świat dowie się o ich bohaterstwie

Mieczysław Jurkowski
archiwum prywatne
Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata to największe izraelskie odznaczenie przyznawane osobom, które z narażeniem własnego życia ratowały Żydów przed Holocaustem. Taki tytuł otrzyma Adolf Kiszło z Jatwiezi Dużej, który podczas II wojny światowej uratował życie Żyda Simchy Lazara.

Z tej historii można nakręcić naprawdę dobry film - zaczyna Henryk Koszczuk.

Na co dzień mieszka pod Warszawą, ale pochodzi z gminy Suchowola, a konkretnie ze wsi Jatwieź Duża. I to on stoi za uhonorowaniem Adolfa Kiszło z tej samej wsi, który w czasie II drugiej wojny światowej uratował życie Żyda Simchy Lazara, ukrywając go w swojej stodole. Jest inicjatorem przyznania mu tytułu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

- Pismo o wręczeniu medalu z Instytutu Yad Vashem, zajmującego się tytułami Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, było wysyłane na moje ręce, ale sygnalizowałem, że żyją wnukowie, więc oni odbiorą to odznaczenie. Uroczystość wręczenia medalu odbędzie się w Łazienkach w Pałacu na Wodzie 7 lipca - mówi Henryk Koszczuk.

Samą historię uratowania Żydów przez rodzinę Kiszłów, Henryk Koszczuk poznał przypadkowo od ich wnuka - Leszka. Sam jako dziecko, pamięta jedynie, że rodzina Kiszłów bywała nieraz u nich w domu.

- Byli mi dobrze znani. Byli majstrami, stolarzami, wspólnie z nimi budowałem budynek mojego taty. Pamiętam, że bardzo żwawo się ruszali, ja musiałem się mocno napracować, żeby im dorównać. Pamiętam, że pan Adolf grywał w karty w moim domu. Był osobą uśmiechniętą, pogodną, życzliwą - wspomina Henryk Koszczuk.

Dziadkowie Leszka - Anna i Adolf Kiszło w czasie wojny ukrywali przez 14 miesięcy trzech Żydów. Jak to się stało? Po likwidacji getta w Suchowoli miejscowy kupiec żydowski Symcha Lazar razem z kolegami Mosze Marjenbergiem i Tiktinem w lipcu 1943 uciekli z obozu przejściowego w Kiełbasinie pod Grodnem i wrócili do Suchowoli. Potem przez 14 miesięcy ukrywali ich Kiszłowie z Jatwiezi Dużej.

Symcha Lazar przeżył, po wojnie znalazł się w USA, gdzie zmarł w 2007 roku w wieku 100 lat. Przez wiele lat utrzymywał kontakt z rodziną Kiszłów.

Losy pozostałej dwójki są nieznane.

- Kiszłowie narażali swoje własne życie. Mieszkali w środku wsi, obok mieszkał sołtys, który działał w partyzantce, więc też musiał uważać na Niemców - opowiada Henryk Koszczuk.

Gdy poznał historię Kiszłów, bez wahania postanowił, że zrobi wszystko, aby ich bohaterstwo nie poszło na marne i żeby nie zostało zapomniane. Rozpoczął starania o przyznanie Kiszłom tytułu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

- Kilka osób ze wsi wiedziało, że rodzina Kiszło w swojej stodole ukrywała Żydów. Ale to, że udało im się dotrwać oznacza, że nikt pary z ust nie puścił, nie było żadnych szmalcowników. Wieś była solidarna - podkreśla Henryk Koszczuk.

Fragment wspomnień Symchy Lazara, Żyda z Suchowoli zawartych w rozdziale : In the Kolbasin Concentration Camp near Grodno, dotyczących ukrywania się Żydów w Jatwiezi, znajdujących się na stronie: https://www.jewishgen.org/yizkor/suchowola1/suc001html, w tłumaczeniu Sylwii Koszczuk:
Podejrzenia oraz ciągłe przeszukiwania sprawiły, że było ciężko nadal się ukrywać. Po długich dyskusjach nasi dobroczyńcy postanowili nas przenieść z ziemianki do domu kuzyna naszego przyjaciela - Adolfa Kislo ( poprawne nazwisko - Kiszło ). Nasz nowy ,,opiekun” był stolarzem i mieszkał ze swoją żoną Hanką, córką Manią i synem Heńkiem, który miał około 6 lat. Adolf Kislo był 48-letnim mężczyzną o przyjaznym uśmiechu. Był bardzo biedny. Nie mógł nawet opłacić podatków. Posiadał małe pole o wielkości czterech hektarów, małego, wątłego konia, cielę, parę kur oraz kilka świniaków. Podczas mroźnej nocy, Adolf Kislo zabrał nas z ziemianki do kamiennej piwnicy, która znajdowała sie pod jego domem. Nie mogliśmy zmrużyć oka podczas pierwszej nocy ze względu na zimno i na fakt, że mogliśmy być zaobserwowani przez jakiegoś sąsiada. Spędziliśmy dwie następne noce w piwnicy, a potem przeniesiono nas do jednej ze stajni. Na strychu stajni zbudowaliśmy schronienie o 2 metrach długości na 1,5 metra szerokości. Rolnik przynosił nam jedzenie raz dziennie, ciągle o tej samej porze, po tym jak nakarmił świnie i konia. Musiał być bardzo ostrożny, aby nie wzbudzić podejrzeń sąsiadów. Trochę czasu minęło bez problemów. Sołtys, który mieszkał blisko naszego miejsca ukrycia, włączył się w partyzantkę działającą w okolicznych lasach. Spodziewał sie zrzutu broni z samolotu, więc zatrudnił chłopa do wypatrywania samolotu i obiecał w zamian krowę. Sołtys nie dotrzymał słowa o zapłacie, więc chłop puścił plotkę na wiosce i wkrótce pojawiła sie żandarmeria. Przeszukała domy, ale bez powodzenia. Sołtys dal radę uciec. Baliśmy się, że żandarmeria nas znajdzie. Na szczęście nigdy im nie przeszło przez głowę, że Żydzi mogliby sie ukrywać w tak niebezpiecznym miejscu. Wszystko skończyło się szczęśliwie. Miesiące upłynęły. Rolnicy byli zajęci pracą w polu. Ciepła pogoda ożywiła otoczenie. Ptaki mogły śpiewać, ale my byliśmy zamknięci w ciemnej stajni, bez promieni słonecznych. (…. fragment tekstu opuszczono ze względu na małą wartość poznawczą) Ciągle wierzyliśmy, że nadejdzie klęska nazistów. Rolnik dostarczał nam gazetę z Suchowoli w każdy piątek. Dowiedzieliśmy się, że Niemcy wycofują się ze wszystkich frontów. Mieliśmy nadzieję, że z końcem lata będziemy wolni. Ta nadzieja dala nam odwagę i wzmocniła wolę do życia.
Adolf Kislo musiał płacić podatki w formie ziarna, mięsa oraz pieniędzy. Wraz ze zbliżającą się datą zapłaty, martwiliśmy się, czy Adolf będzie w stanie dotrzymać zobowiązania. W razie braku uiszczenia zapłaty, władze mogłyby skonfiskować jego mienie. Chłop był bardzo biedny. Jego plony ledwie wyżywiały rodzinę. Daliśmy mu pieniądze, aby zakupił ziarno. Musieliśmy uważać, aby sąsiedzi nie zaczęli się zastanawiać skąd wziął pieniądze, aby zapłacić za zakupy. Zasugerowaliśmy, aby kupił małą ilość pszenicy, lub też pożyczył od sąsiadów metr ziarna i później oddał pożyczkę, ale żeby nic nie wspomniał o ofiarowanych przez nas pieniądzach. Adolf mógł zapłacić za wydatki z zaoszczędzonych pieniędzy. Pomogliśmy mu w ewidencji jego dochodów i wydatków. Pomogliśmy rozwiązać jego finansowe problemy.
Czasami musieliśmy też rozwiązać problem innej natury. Władze zarządziły, aby wszystkie dziewczyny w wieku piętnastu lat i starsze zarejestrowały się do pracy w Niemczech. Córka rolnika miała 15 lat i tylko ona się kwalifikowała. Żona rolnika nie zgodziła się, aby ją zabrano bez względu na konsekwencje. Zdawałem sobie sprawę, że w takim przypadku żandarmeria skonfiskowałaby całe jego mienie, a także zabrałaby dziewczynę. Musieliśmy znaleźć inne rozwiązanie. Rolnicy mieli jeszcze jedną córkę, która była w ciąży. Nasz plan polegał na zastąpieniu starszej córki młodszą. Komisja przeprowadziła wywiad ze starszą córką. Zważywszy na ciążę zwolniła ją z obowiązku pracy. W ten sposób uratowaliśmy córkę rolników.
Później tego lata, kiedy było wiecej pracy w polu, starsza córka, którą ,,uratowaliśmy’’ zaczęła dostarczać nam jedzenie, zamiast jej ojca. Stała sie dla nas jak siostra.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie